Wystarczyła jedna sugestia prezydenta USA Donalda Trumpa, że być może interwencji militarnej w Iranie nie będzie, żeby rynek ropy wykonał gwałtowny zwrot w dół. Wcześniej przez kilka dni ceny ropy systematycznie rosły, wspinając się na poziomy nieoglądane od jesieni, w obawie przed atakiem USA na Iran (gdzie odbywają się masowe protesty społeczne), co jeszcze bardziej skomplikowałoby sytuację w regionie i mogło zakłócić dostawy ropy.

Sytuacja wokół Iranu będzie w najbliższych dniach dalej determinować zachowanie rynku ropy. Wydaje się jednak, że jest mało prawdopodobne, żeby notowania ropy mogły spać mocniej przed zbliżającym się przedłużonym weekendem w USA (17-19 stycznia). Inwestorzy mogą się bowiem obawiać, że pomimo wskazanych wyżej sugestii Trumpa, Amerykanie mogą właśnie w weekend przeprowadzić interwencję militarną. Stąd jeżeli nic się nie wydarzy to realne szanse na mocniejsze spadki cen pojawią się raczej dopiero po weekendzie.

Po wczorajszym zwrocie na ropie ciekawie prezentuje się sytuacja na wykresie dziennym ropy Brent. Kurs wykonał bowiem zwrot w dół z podwójnego oporu, jaki w strefie 65,71-65,99 USD, tworzy lokalny szczyt z października i 200-dniowa średnia. Towarzyszyła temu świeca, sygnalizująca rynkową niepewność, co w przypadku potwierdzenia jej przez spadek na koniec dzisiejszego dnia, zacementuje okolice 66 USD jako ważny średnioterminowy opór. Wówczas ponownie otwarta zostanie droga do spadku najpierw do 62,23 USD (50-dniowa średnia), a później w rejon minimów z początku stycznia, czyli 59,66 USD. Ten ostatni poziom stanowi obecnie bardzo mocne wsparcie, więc jego przełamanie w perspektywie najbliższych kilku tygodni jest mało realne.